Ground Control, odcinek 2

„oh my God… it’s full of stars…”


Nieprzenikniona gęsta ciemność, pośród ciszy tylko świst powietrza odwiedzającego płuca i chrzęst rozciągającej się skóry. Każdy oddech punktualny, tak regularny, że aż niezauważalny. Serce bez wysiłku rozprowadza podtrzymującą życie mieszankę tego, co zawsze w człowieku było i tego co jest w nim teraz by nie stał się za szybko tym, czym od zawsze był – reprezentantem płci. Dozowniki metabolitów nie pozwalają zanadto się zezłościć lub ucieszyć, pozostawiają człowieka w nigdy dotąd nie osiągalnej… normie. Wszystko po to, by jakiś hormon lub emocja nie zaważyły na korzyść jakiegoś wyboru. Wszystko w służbie wolnej woli, którą BM30780229 z ulgą by teraz oddało. Takich myśli jednak trzeba unikać, bo rodzą one silne emocje, jakieś aktywacje gdzieś w mózgu niebezpieczne dla procesu decyzyjnego, trzeba osiągnąć punkt zero. Tak zagrać na dozownikach, naturalnych i wszczepionych, by się wyłączyły. Wtedy pod zamkniętymi powiekami zapada nieprzemożna, gęsta ciemność, a ciało nie przeszkadza. Wtedy, bez kontroli, można dryfować po czarnej tafli. Nie używać, lecz obserwować własny umysł od środka, przelatywać obok, każdej świetlistej myśli, która ma wokół siebie planetarny układ zastosowań, rozwiązań. Bez interpretowania, po prostu cieszyć się przejażdżką, tak by pod żadnym pozorem nie zaangażować się w to, co się widzi. Jeśli zobaczy się coś, co pobudzi zwykły ludzki mechanizm reagowania za bardzo włączy się drugi, mniej ludzki, wywiąże się bójka między nimi, w której jak zwykle przegra BM30780229. A nie o to tu chodzi. To wszystko po to, by zapamiętać, nauczyć się siebie na pamięć i potem, z niedowierzaniem, nazywać to swoją tożsamością.
Ciche myśli świeciły na bezchmurnym niebie nad senną łódką BM30780229, żadna fala nie mąciła tego po czym sunęło. Bez wątpienia ci błyszczący towarzysze mięli z gwiazd to, co już starożytni w nich podziwiali – niedostępność. Nie dało się przebić przez biologiczną stratosferę i w pełni oddać się burzliwym rozmyślaniom. Ten spokój. Łódką nic nie kołysze, nic nie szumi, nie szeleści. Szerokie odmęty strasznego spokoju, nie ma szans spostrzec gdy dryf na skraju świadomości zmieni się w sen.
A we śnie wciąż: BM30780229 na łódce, lecz gwiazdy jedna po drugiej przybliżają się pokazując zdarzenia nadzwyczaj realistycznie. Oto eM w swym pokoju, płacze przez sen. Ktoś łamie jej łuk i wyrywa paznokcie… „dlaczego śni mi się tak wyraźnie, że JEJ?” spytało się BM30780229, „dlaczego pytam się siebie we śnie? Czy ja na pewno śnię?” Nie było czasu, bo z oddali dobiegł krzyk, coś, czego BM30780229 jeszcze nigdy nie słyszało, co wzbudziło coś, czego nigdy nie czuło… przerażenie. To krzyczała Dychy. „Krzyczała?!” myślało BM30780229. Łódka przyspieszyła. Oto eM i Dychy stały otoczone przez dzikie zwierzęta. Nie takie genetycznie modyfikowane roboty, które widywało się na wybiegach w zoo, takie prawdziwe, agresywne, krwiożercze, takie… które już dawno wyginęły!
BM30780229 zeszło z łodzi, weszło między zwierzęta:
- Rozkazuję wam zostawić je i w spokoju odejść – „to ja mówię?” myślało BM30780229 słysząc swój donośny i dziki głos,
- Bez walki stąd nie odejdziemy – ryknął Lew o Najbujniejszej Grzywie,
- Niech zatem tak będzie! – Krzyknęło BM30780229.
Pazury, pięści, kurz, pot i krew przecinały senne powietrze świszcząc i hucząc. Walka była długa, BM30780229 odniosło wiele ran, ale udało się pokonać agresywne stwory.
- Jaa, też bym tak chciał walczyć – dobiegł z oddali głos Wojtka
eM, i Dychy opatrzyły rany wojownika, który ocalił im życie. Usiedli przy ognisku. Pokrzepili się mięsem dzikich zwierząt. BM30780229 wsiadło z powrotem na łódź. Ona oderwała się od czarnych odmętów i poszybowała w górę, ponad gwiazdy.
Przelatywała niedaleko chmury, na której siedział Lex.
- Niesamowite, idealne proporcje kształtów, 1:3:9, nigdy czegoś takiego nie widzieliśmy - BM30780229 domyśliło się, że Lex mówi o łodzi, na której podróżowało.
„Ile z tego wszystkiego mi się śni, a ile jest naprawdę? Nigdy nie było we mnie tyle strachu i odwagi, tyle pasji, tyle… pewności.” Myślało BM30780229 zbliżając się do świetlistego obszaru ponad gwiazdami.
-Ile z tego uznasz za prawdę, a ile za sen, twoja sprawa, ale wiedz, to co cię teraz spotkało to jedynie przedsmak tego co cię czeka – powiedział majestatyczny głos, którego BM30780229 nie mogło zlokalizować. Usłyszało też drugi głos, znany, jakby z oddali:
-BM śniadanie!
W pięknie urządzonej białej kuchni z ogromnym stołem na środku wrzała kłótnia między Beatą i Mieczysławem.
- Dzwoniła matka EM30780304, ono już zmieniło zdanie, a nasze co!? Jeszcze nic nie postanowiło! Ile to jeszcze potrwa? Ile, jako matka, mam jeszcze znosić te wahania?
- Nie popędzajmy, znajdzie rozwiązanie.
- Czas najwyższy, Rytuał Przejścia jutro a ono nic nie postanowiło!
- Ja w nie wierzę… o jest!
Do kuchni weszło zaspane BM30780229:
- Mamo, Tato, już wiem kim będę.

Cdn.
 

Autor: Maciej Jonek

Pozostałe opowiadania
17.06.2009  Załatwione odmownie
17.06.2009  Krzyk
17.06.2009  Czworonóg
Copyright www.dtp-service.pl © 2004 | Wszelkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie lub jakiekolwiek inne powielanie i wykorzystywanie wszelkich materiałów zamieszczonych
w serwisie - bez zgody redakcji - wzbronione. Kontakt: redakcja@lubie.walbrzych.pl