Apropos klub - koncert 'Ptaszyna' Wróblewskiego 09-10-2009

'Siadłeś tak z tyłu jak cenzor', powiedziała jedna z piękniejszych kobiet na sali na powitanie. No dobrze, niech będzie jak cenzor.

Klub pełen, towarzystwo wyluzowane, pokolenia wymieszane, zawody - cóż: nauczyciele, prawnicy, lekarze, biznesmeni (tj. działalność własna), urzędnicy państwowi w tym magistratu, studenci (w Wałbrzychu warto to podkreślić), inni? Miłośnicy jazzu? Chyba tak, bo po pierwszej części koncertu niektórzy wyszli...

Nie męczyć ptactwa, prosił Jan 'Ptaszyn' Wróblewski, chodziło o bisy na koniec koncertu. No to krótko, saksofonista nie zagrał pełnym dźwiękiem prawie przez cały koncert (wyjątkiem była druga solówka w Misty, na zakończenie pierwszej części koncertu), improwizacje gawędziarskie, trochę o niczym lub raczej o wszystkim bez przekonania, konferansjerka bez zarzutu - dla mnie trochę jednak za mało jak na standart z "Trzech kwadransów jazzu". Zespół akompaniujący grał pod 'Ptaszyna', ale nie tego konkretnego tu i teraz tylko... w stylu, to trochę tak jakby sekcja przeniosła się w czasie w lata siedemdziesiąte a solista i tak dogra swoje, chcę powiedzieć, że nie słyszałem wzajemnego podążania za sobą w improwizacjach: 'Ptaszyn" swoje a chłopaki Niedzielowie już dalej o czymś co kiedyś dawniej bywało, perkusista szczególnie upodobał sobie 'dubeltowe' zagrywki (co publiczność nagradzała żywiołowo) dzięki czemu zepsuł najlepszy fragment koncertu, wspomniane Misty wchodząc skocznie po dynamicznej i energetycznej solówce 'Ptaszyna'. Rzeczywiście rozprowadzający Wojciech Niedziela prowadził zespół, ale oprócz pogodnej poprawności nie zachwycił, Jacek Niedziela owszem, zmusił nawet 'dubeltowego' perkusistę do subtelnego towarzyszenia swoim partiom improwizowanym, gra  basisty wyrywała mnie raz po raz z letargu. 

Atmosfera w klubie wogóle nie cierpiała z powodu jakości koncertu, wręcz przeciwnie entuzjastycznym okrzykom, zachętom dla muzyków nie było końca, ja niestety wytrzymałem tylko jeden krótki bis pod znaczącym tytułem Blues i szlus... Swoją drogą właśnie ten blues, bez specjalnego wyrazu, ale za to prosty bo w znajomej formie rytmicznej najbardziej ucieszył publiczność.

Z koncertu zapamiętałem historię o Nancy Wilson goszczącej na Festiwalu w Sopocie oraz zgrabne sformułowanie 'Ptaszyna' : ja tam wolę jaja niż czad...

Piotr Jonek

 

Copyright www.dtp-service.pl © 2004 | Wszelkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie lub jakiekolwiek inne powielanie i wykorzystywanie wszelkich materiałów zamieszczonych
w serwisie - bez zgody redakcji - wzbronione. Kontakt: redakcja@lubie.walbrzych.pl