Oczywiście wszystko to już prawie znane, nie przeszkadza i nie cieszy. Trąbka bez wątpliwości brzmiąca Stańką, ale gdzie mistrz? I jeszcze ta gitara, koniec.
Oczywiście słucham drugi raz, bo przecież wiadomo, czasem wchodzi za 'entym' razem. Ale wtedy już zupełnie odpuszczam sobie to niewinne plumkanie i jak wyrzut sumienia przypominam sobie szczególnie popularnego teraz Romana Polańskiego. Zarzucono mu w czasie wizyty w łódzkiej 'filmówce' zwykły melodramatyzm filmu "Tess", odparował atakującym: to zrób tak sam, jeśli potrafisz. Wracając do płyty: owszem - to na pewno płyta Stańki - ale i nic więcej. I jeśli nie jest zarzutem, że ja sam tak nie potrafie, to może uwagą, że wszystko to już słyszłem, na płytach mistrza, a zwłaszcza innych trębaczy i gitarzystów, ostudzi głosy nawołujące do zachwytów nad oczekiwaną płytą roku. Kolejna wydana przez ECM produkcja, która ma brzmieć jak poprzednie, ale tak, by się mogła łatwiej podobać - sprzedawać.
Pytam sam siebie, czy aby nie czepiam się człowieka sukcesu z zazdrości o jego powodzenie? Na zasadzie jeśli 'nasz' wypłynął na arenie międzynarodowej to trzeba mu pokazać skąd pochodzi i, że znamy te jego numery lepiej niż ktokolwiek. Ale teraz to irytuję się samym sobą, bo to wogóle nie o muzyce, dzięki za taki relaks.
Nie polecam "Ciemnych oczu" Tomasza Stańki, sobie i koledze, który nabył CD zalecam ostrożność przy smakowaniu znanych marek.
Piotr Jonek - proszę się ze mną nie zgodzić!
No i jeszcze Kokoschka, (a w 7 numerze na płycie słyszę nawet inspiracje Ravelem, proszę posłuchać, czy to nie pavana na śmierć..., i zakręty melodyczne z bolera, mistrzu proszę, robi mnie Pan w bambus...).
