Na szwedzkiej prowincji mieszka nieprzyzwoicie bogaty starzec, senior podupadającego rodu XX-wiecznych przemysłowców. Od lat nie może się otrząsnąć z koszmaru sprzed lat, jakim była strata ukochanej bratanicy. Co roku, w dniu jej urodzin, pocztą nadchodzi list od zabójcy. U schyłku życia postanawia poprosić o pomoc w rozwiązaniu zagadki wziętego dziennikarza śledczego, Mikaela Blomkvista. „Będzie pan prowadził dochodzenie wśród najbardziej bezwzględnych, upartych i zepsutych ludzi na świecie. Mojej rodziny” – zapowiada mu. Tak się zaczyna „Dziewczyna z tatuażem”, najnowszy film Davida Finchera.
Całość składa się na rzecz dobrą, choć nie wybitną. W przeciwieństwie do „Siedem” czy „The Social Network” reżyser nie próbował nam jednak powiedzieć niczego o nas samych ani o świecie, w którym żyjemy. Dostaliśmy tylko (aż) kino rozrywkowe - bardzo dobrą ekranizację bardzo dobrej książki.
Więcej pod adresem http://www.polityka.pl/kultura/film/1523283,1,recenzja-filmu-dziewczyna-z-tatuazem-rez-david-fincher.read#ixzz1j9JN6bgu