Super 8
Steven Spielberg chyba w końcu znalazł godnego następcę.
Udostępnij na Facebooku:

Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce... No, prawie. Dwadzieścia, trzydzieści lat temu nim wszyscy superbohaterowie Marvela wtargnęli na ekrany kin, bijąc kasowe rekordy (co mi absolutnie nie przeszkadza), a obrazy o kosmitach stały się coraz ambitniejsze (tu też nie wnoszę sprzeciwu), science fiction kręcono także dla młodszych widzów. Przypomniał sobie o tym J.J. Abrams, który z pomocą wiecznego dziecka Stevena Spielberga (w roli producenta) stworzył fantastyczny film dla nastolatków.

Reżyser osadził akcję swego dzieła pod koniec lat 70., dzięki czemu mamy mnóstwo nawiązań do klasyki gatunku i niesamowity klimat tamtych lat. Tajne projekty rządowe, podejrzenia rzucane na Sowietów, taśmy Kodaka, krótkofalówki, najnowszy wynalazek - walkman (!). "Super 8" ma w sobie coś "Goonies", "E.T" i "Powrotu do przeszłości". Mnóstwo tu fajnej dziecięcej naiwności i prostoduszności, pozbawionego wulgaryzmów humoru, ciepła. Jednocześnie to wciągająca, pełna przygód i efektownie przedstawiona historia z kapitalnymi kreacjami młodych aktorów (Elle Fanning jest cudowna). W końcu to po prostu świetny film, gdzie wszystko jest na miejscu, wszystko jest takie jak trzeba. Bohaterowie są pełnokrwiści, dialogi błyskotliwe, a każdy nawet najbardziej niepozorny wątek okazuje się istotny dla fabuły.

To wzruszająca, mądra, wesoła i niesamowita opowieść. To obraz o rodzinie, przyjaźni, no i oczywiście o... sami sprawdźcie. Podsumowując, "Super 8" jest po prostu super.

megafon.pl

Copyright www.dtp-service.pl © 2004 | Wszelkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie lub jakiekolwiek inne powielanie i wykorzystywanie wszelkich materiałów zamieszczonych
w serwisie - bez zgody redakcji - wzbronione. Kontakt: redakcja@lubie.walbrzych.pl