Podróż komunikacją miejską niewątpliwie zabiera w inną płaszczyznę. Miasto jeszcze senne powoli budzi się z marazmu nocy. Dojeżdzamy do przystanku. Przez zalepione reklamami i kurzem drzwi z trudem widać zamglone cienie ludzkich sylwetek. Dżwięk otwieranych drzwi wywołuje psychozę. Nagle w jednej chwili wszyscy pragną zostać szczęśliwymi pasażerami starego grata. Ochoczo biorą udział w wyścigu o pierwsze miejsce i to nalepiej te siedzące.
Ktoś kogoś popchycha, ktoś przeklina. Oczywiście na końcu wgramoliła się starość, choroba i macierzyństwo. Radość zwycięzców z ,,podium” przybrała ich w szatę euforii, ale równie szybko dotknęła ich całkowitą ślepotą uniemożliwiającą dojrzenie choćby rąbka płaszcza starości, kawałka buta choroby czy kwiatka sukienki macierzyństwa. Jak gdyby nigdy nic ruszamy przed siebie.
Otyła narzeka na młodzież, ruda na rachunki prezydenta, okularnica broni zamykanych szkół, pijaczek bełkocze o amfiteatrze, brodacz z aktówką czyta gazetę. Chudy z pryszczami szuka swego odbicia w telefonie. Każdy przed siebie. Każdy dla siebie. Mijamy odrapane kamienice, witryny sklepowe, smutne ulice, dworzec w reanimacji, pałac w reaktywacji i hotel w całkowitej dezaktywacji!
Gdzieś zupełnie z boku stoi człowieczek w szarym swetrze. Szary i nijaki tak samo jak jego sweter. Patrzy beznamiętnie na młodość, starość i chorobę. Nijak go obchodzi pieczątka na recepcie i zamykane szkoły w jego mieście. Sztuka w teatrze, nowy amfiteatr, wyprzedaż w galerii i bal na zamku. W wypalonej twarzy nie ma entuzjazmu dla marzeń i pragnień. Tak jakby gdzieś po drodze zgubił portfel z tożsamością sensu swojego życia. Zastygł w nicości. Bez własnego zdania. Choćby nawet krytycznego, ale zawsze własnego. Przynajmniej do czegoś by zmierzał i o coś walczył. Nawet o ten autobus, którym codziennie dojeżdza do pracy. Ten człowieczek w szarym swetrze skostniał w jednym utartym toku myślenia. Utkwił w szablonie poprzedniej rzeczywistości. Nie zauważył, że od dawna w tym autobusie już nie ma otyłej pani, brodacza. Nawet choroby, starości i macierzyństwa. Od dawna został w nim tylko on sam!
Jakże często ludzie przyzwyczajają się do określonej sytuacji. Żyją w hermetycznym świecie i nie widzą zmieniającej się nowej rzeczywistości. Skostnieli za życia! Z przyzwyczajenia nie dostrzegają niezbędych zmian. Wystarczyłoby tylko uświadomić sobie, że życia nie można zatrzymać, że ono płynie i musimy płynąć razem z nim. Musimy być na bieżąco z nowymi tendencjami. W przeciwnym razie obudzimy się gdzieś w zapomianym autobusie, który od lat wozi samo powietrze.
DD
fot. Jacek Zych
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Redakcja portalu nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
Redakcja portalu zastrzega, że w komentarzach i opiniach nie mogą znaleźć się treści reklamujące przedsiębiorców, ich działalność lub oferowane przez nich towary i usługi; nie mogą się też znaleźć treści zabronione przez prawo, wulgarne, obraźliwie, naruszające zasady współżycia społecznego, naruszające prawa Redakcji lub innych osób - w przypadku pojawienia sie takich opinii będą one przeredagowane, ich treść skrócona lub usunięta.