Fotografia jako sposób wizualnej komunikacji, łączący w sobie obiektywny, jednostkowy dokument z osobistą interpretacją rzeczywistości. Tak można by lakonicznie określić wystawę fotografii Marka Szyryka, prezentowaną w wałbrzyskiej Galerii pod Atlantami do 30 lipca.
Urodzony w 1966 roku Marek Szyryk obecnie mieszka i tworzy w Łodzi. Był wykładowcą fotografii, fotografem teatralnym, reklamowym i muzealnym. Jego prace zostały zaprezentowane na wielu wystawach indywidualnych i zbiorowych zarówno w kraju jak i za granicą. Tworzy także poezję haiku, pomagającą mu wyrazić to co ulotne, kruche i przemijające. Jego sztuka nosi cechy starego rzemiosła, które nie tylko tworzy przedmioty, lecz zarazem doskonali osobowość samego artysty.

Zaprezentowane zdjęcia są rodzajem dokumentacji fragmentów rzeczywistości. Artysta przygląda się temu co zwyczajne, najczęściej zaniedbane i przez to banalne, często mijane bez zastanowienia. Przedstawia zaniedbane uliczki i fasady sklepów, ruiny domów i sterty gruzów dziś niedające jasno sprecyzować swego wcześniejszego przeznaczenia. Szyryka interesują szczególnie poddane destrukcji kopanie Katowic i Wałbrzycha, jak również niszczejące łódzkie fabryki.
Znamienne, że nie przedstawiają żadnej postaci ludzkiej, słychać tylko ciszę i zastygłość chwili. Zdjęcia są pozbawione daty i miejsca, z którego pochodzą, wiadomo tylko, że jest to przedział między rokiem 1997, a 2008. Jednocześnie autor nadał im tytuł „tu i teraz” co wskazuje na powiązania między obrazem, a chwilą zastaną. W tym kontekście „tu i teraz” oznaczać może zatem nie konkretność miejsca i czasu, ale pewien stan rzeczywistości i odniesienie przedmiotu do swojego otoczenia. Marek Szyryk określił kiedyś swoje prace jako „wizualne haiku”, czyli skromne poetyckie formy kontemplujące otaczającą rzeczywistość i swoje w niej uczestnictwo. Haiku skupia uwagę na smaku, zapachu czy dotyku „potęguje odczucie własnej egzystencji w świecie”.
Aspekt teraźniejszość może mieć jednak także inną interpretację. Miejsca uchwycone przez Szyryka znajdują się w stanie rozpadu. A precyzyjniej, znajdowały się w tym stanie w momencie kiedy zostały sfotografowane. Dziś więc mogą już nie istnieć. Na tym więc mogła polegać ich teraźniejszość.
To odchodzenie istniejącego w nieistniejące to swoista metafora przemijania. Melancholia bijąca z każdego z tych zdjęć. To studium rozpadu i odchodzenia w niebyt.
Warto dodać także słowo o technice jaką posługuje się Marek Szyryk przy wykonywaniu zdjęć. Na uwagę zasługuje fakt, iż stosuje on stare, wielkoformatowe aparaty do których wkłada kasety z kliszami pozwalającymi na wykonanie pojedynczego zdjęcia. Niewątpliwie maksymalizuje to uwagę poświęconą każdemu zdjęciu, wyklucza wszelkie udogodnienia płynące z użytkowania współczesnego, cyfrowego sprzętu. Ma to podłoże ideologiczne, bo wymuszona swego rodzaju kontemplację i znacznie spowalnia i precyzuje moment tworzenia. Stanowi wyzwanie dla artysty, który staje w obliczu jedynie własnych umiejętności, a nie nowoczesnych technik i odpowiednich programów.
Tekst został napisany w oparciu o przedmowę Elżbiety Łubowicz do zbioru fotografii „Tu i teraz” z 2009 roku.
Wiktoria Blicharz
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Redakcja portalu nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
Redakcja portalu zastrzega, że w komentarzach i opiniach nie mogą znaleźć się treści reklamujące przedsiębiorców, ich działalność lub oferowane przez nich towary i usługi; nie mogą się też znaleźć treści zabronione przez prawo, wulgarne, obraźliwie, naruszające zasady współżycia społecznego, naruszające prawa Redakcji lub innych osób - w przypadku pojawienia sie takich opinii będą one przeredagowane, ich treść skrócona lub usunięta.