Czy jeden dobry występ na trzy to wystarczający wynik dla imprezy, która aspiruje do rangi ogólnopolskiej i prestiżowej? Moim zdaniem, i pragnę podkreślić, że jest ono subiektywne, „Przewałka” mogła wyglądać lepiej. Już po średnim występie „Słoiczka po cukrze”, który to autorki zaczęły od krótkiej autoprezentacji, określając się jako „puste i słodkie” należałoby spodziewać się czegoś lepszego.
Było natomiast gorzej. O ile dziewczyny ze „Słoiczka” operowały jeszcze dość ciekawym humorem (wzbudzającym duży entuzjazm wśród widzów), który można by określić jako postaciowy, aktorski, to o „Poszukiwanych” ciężko cokolwiek dobrego powiedzieć.
Żarty były ciężkie, ciosane czy wręcz wymuszone, bazujące na obiegowych stereotypach i opiniach o pewnych środowiskach. Choćby pomysł satyrycznego spojrzenia na korupcję i brak kompetencji w środowisku lekarskim. Mógł on stworzyć wiele ciekawych sytuacji komicznych, tak się jednak nie stało. Widać to było także po reakcjach publiczności, która z trudem wydobywała z siebie coś na kształt śmiechu.
Obronną ręką z tego wszystkiego wyszedł kabaret Dasza Von Yock, który reprezentował relatywnie dobre (w odniesieniu do pozostałych grup) i trudne do zagrania poczucie humoru. Lekkość, niewymuszoność i ciekawy koncept to wszystko to, co w kabarecie cenne. To się mogło podobać.
Co jeszcze zasługuje na uwagę, to koncepcja całej imprezy. Kwestia „Przewałki” jako poligonu śmiechu została ciekawie opracowana.Militarna scenografia, żołnierze w pełnym rynsztunku sprzedający bilety i rozdawane gościom gadżety powszechnie kojarzone z armią - to z pewnością najmocniejsze punkty pierwszego dnia tegorocznej Przewałki. Pytanie, czy warte swojej ceny?
Doskonały był w końcu występ kabaretu „Hrabi”, który poprzez kontrast do wcześniejszych występów, dodatkowo uwypuklił braki warsztatowe uczestników konkursu.
Zdecydowanie nie trafionym stało się rozmieszczenie miejsc siedzących. Stoły z krzesłami ustawionymi dookoła sprawiały, że większość widzów siedziała bokiem do sceny, a impreza nabierała znamion "grania do kotleta".
Na wszystkie te aspekty, łącznie z powalającą z nóg ceną biletów, możnaby jednak przymknąć oko, gdyby występy (pomijam grupę „Hrabi” – był to gość wieczoru, a nie uczestnik konkursu) były śmieszne. Niestety - nie były. Ale być może zbyt wiele wymagam od kabaretu.
Czekam, choć bez zbytniej nadziei, na drugi dzień imprezy.
Wiktoria Blicharz
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Redakcja portalu nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
Redakcja portalu zastrzega, że w komentarzach i opiniach nie mogą znaleźć się treści reklamujące przedsiębiorców, ich działalność lub oferowane przez nich towary i usługi; nie mogą się też znaleźć treści zabronione przez prawo, wulgarne, obraźliwie, naruszające zasady współżycia społecznego, naruszające prawa Redakcji lub innych osób - w przypadku pojawienia sie takich opinii będą one przeredagowane, ich treść skrócona lub usunięta.